Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Max Ophuls. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Max Ophuls. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 marca 2019

Kobieta dla wszystkich/La signora di tutti (1934)

Film o kobiecie mimowolnie fatalnej

Reżyseria: Max Ophuls
Kraj: Włochy
Czas trwania: 1 h 26 min.

Występują: Isa Miranda, Memo Benassi, Tatiana Pawłowa, Friedrich Benfer, Franco Coop, Lamberto Picasso, Nelly Corradi

Po dojściu Hitlera do władzy Max Ophuls przezornie opuścił Niemcy świadom, że jego żydowskie pochodzenie nie pozwoli mu na kontynuację kariery w kraju. Tymczasem studia filmowe z innych państw Europy patrzyły na utalentowanego reżysera przyjaznym okiem. Ophuls miał się zatrzymać na kilka lat we Francji, ale skorzystał także z możliwości współpracy z filmowcami z Włoch. Jego Kobieta dla wszystkich, będąca adaptacją powieści Salvatora Gotty, zdobyła sobie niespodziewanie dużą popularność wśród widzów i  wypromowała Isę Mirandę na "włoską Marlene Dietrich". Tak entuzjastyczne reakcje wydają mi się zastanawiające, ponieważ film nie jest żadną rewelacją, a jego największe zalety dotyczą tych aspektów, na które przeciętny widz nie zwraca większej uwagi. Pomimo wszelkich niedostatków jest to bowiem obraz bardzo interesujący pod względem wykorzystanych w nim technik zdjęć i montażu.

Film opowiada historię Gaby Doriot, osławionej gwiazdy filmowej, którą poznajemy chwilę po jej próbie samobójczej. Podczas gdy bohaterka jest operowana, widz w formie retrospekcji wywołanej podaniem usypiającego gazu poznaje jej przeszłość. Okazuje się, że była skandalistką już podczas młodości spędzonej w małym miasteczku. Zakochany w niej nauczyciel porzucił swoją rodzinę i wyjechał za granicę. Wypisana przez surowego ojca ze szkoły, bohaterka przez pewien czas uczy się pod jego nadzorem ogrodnictwa. Wkrótce zaprzyjaźnia się z mieszkającą po sąsiedzku bogatą rodziną Nanni, a zwłaszcza z Almą, poruszającą się na wózku panią domu. Gaby zaczyna spędzać coraz więcej czasu w posiadłości sąsiadów, wzbudzając silne zainteresowanie męża Almy, Leonardo. Rosnące pomiędzy nimi napięcie nieuchronnie prowadzi do kolejnej afery.

Historia skandalizującej gwiazdy nie jest tak wciągająca, jak mogłaby być. Przede wszystkim za przyczyną głównej bohaterki, która jest... nijaka. Grana przez Isę Mirandę Gaby jest postacią niesamowicie bierną. Właściwie nic, co ją spotyka, nie wynika z jej inicjatywy. Faceci się w niej zakochują, bliscy cierpią, a ona jest w centrum tego wszystkiego, ale jakby nieobecna. Nie jest ani kusicielką, ani intrygantką, oszczędnie wyraża emocje. Właściwie trudno powiedzieć, czego pragnie od życia. Nie przeczę, że istnieją tego typu wyabstrahowane od świata osobowości, ale żeby nadac takie cechy głównej bohaterce filmu? To nie był najlepszy pomysł. Niewiele bardziej interesujący jest kopcący cygara Leonardo, który rzekomo zawraca Gaby w głowie swoim urokiem osobistym. Ponieważ jest go pozbawiony, wychodzi to niezbyt wiarygodnie. Najbardziej wyrazistą postacią w filmie jest grany przez Lamberto Picasso ojciec Gaby, emerytowany podoficer, który początkowo sprawia wrażenie płytkiego furiata, później jednak okazuje się dla córki cierpliwym nauczycielem.

Mimo miałkich bohaterów, Kobieta dla wszystkich jest interesująca dzięki operatorskiemu kunsztowi Ubaldo Araty realizującego narracyjne pomysły Ophulsa. Film jest pełen długich ujęć, w których kamera podąża za aktorami, swoim ruchem oddając ich emocje i nastawienie. Arata chętnie korzysta także z ujęć z góry, co skutkuje między innymi świetnymi dramatycznymi scenami na schodach w domu Nannich. No i jeszcze ewidentnie zaczerpnięte z kina niemieckiego wykorzystanie w narracji cieni bohaterów. Aktorzy nierzadko schodzą z kadru, a pewne elementy sceny są rozegrane tylko z wykorzystaniem dźwięku i cienia. Ważną rolę odgrywa także dynamiczny montaż, w niektórych momentach filmu kreujący nastrój poprzez wykorzystanie zestawionych ze sobą rekwizytów. Wielokrotnie występuje również przenikanie przez siebie dwóch kadrów, co symbolizuje wspomnienia (na przykład w scenie usypiana bohaterki do operacji, płynnie przechodzącej w retrospekcję) ale też emocje. Przykładem sceny świetnie oddającej specyficzny styl Ophulsa jest sekwencja rozmowy zmontowanej równolegle z dwóch długich ujęć, z których jedno przedstawia bohaterkę płynącą łódką po jeziorze, a drugie mężczyznę jadącego samochodem wzdłuż jego brzegu. Kinematografia Kobiety dla wszystkich jest tak dobra, że ten przeciętny fabularnie film ogląda się bez znudzenia tylko dzięki ciekawej pracy kamery. Jakkolwiek by na to nie patrzeć, jest to znaczące osiągnięcie.

Przedstawiona w Kobiecie dla wszystkich historia szczególnie mnie nie zaciekawiła. Przeciętni aktorzy nie potrafili wycisnąć z fabuły niczego emocjonującego, chociaż pewien potencjał na to był. Natomiast z dużą atencją będę wspominał narracyjne zabiegi Ophulsa i Araty, którzy pokazali filmowe rzemiosło najwyższej próby. Jest to jednak za mało, żeby ocenić film wyżej niż na 6 gwiazdek.

źródło grafiki - www.imdb.com

środa, 13 lutego 2019

Miłostki/Liebelei (1933)

Film o kruchości

Reżyseria: Max Ophuls
Kraj: Niemcy
Czas trwania: 1 h 21 min.

Występują: Magda Schneider, Wolfgang Liebeneier, Luise Ullrich, Carl Esmond, Olga Czechowa, Gustaf Grundgens

Nie tylko Hollywood kręciło melodramaty. Rzut okiem na filmy romantyczne powstałe poza Fabryką Snów pozawala zauważyć, jak różne treści i wartości może przekazywać prosta historia o miłości. Na przykład takie Miłostki nakręcone w Niemczech pod sam koniec czasów wolności artystycznej, to film całkowicie odmienny od wszystkiego, co powstało przed nim. Jednocześnie subtelny i odważny, delikatny i brutalny. Po obejrzeniu trudno o nim zapomnieć. Max Ophuls, wówczas mało jeszcze znany reżyser, odciął się od wszelkich popularnych konwencji, przekazując Miłostkami coś naprawdę ważnego, chociaż gorzkiego w swojej wymowie. A zaczyna się tak niewinnie.

Akcja Miłostek rozgrywa się w Wiedniu w czasach cesarza Franciszka Józefa. Film opowiada o życiu uczuciowym dwóch przyjaciół - oficerów cesarskiej armii. Porucznik Theo Kaiser jest luźno podchodzącym do życia kobieciarzem i hulaką. Podporucznik Fritz Lobheimer traktuje sprawy miłosne bardziej serio, na przykład wdając się w poważny romans z zamężną baronową von Eggersdorff. Podczas pewnego wieczoru w operze Theo poznaje dwie sympatyczne mieszczanki - Mizzi i Christine. (O ile "poznaje" to właściwe określenie na oberwanie po głowie lornetką). Wesoła i pragmatyczna Mizzi właściwie od razu zostaje kochanką Theo. Zbliżenie romantyków Fritza i Christine następuje stopniowo, ale miłość, która rozkwita, jest wielka. Może im jednak stanąć na drodze baron von Eggersdorff usilnie poszukujący mężczyzny, który przyprawił mu rogi.

Fabuła Miłostek jest bardzo prosta, ale film ogląda się znakomicie, między innymi dzięki głębi nadanej postaciom. To nie są wzdychające do siebie hollywoodzkie szablony, tylko bohaterowie z krwi i kości. Każda z czterech głównych postaci ma swój temperament, sposób bycia, własne poglądy i plany życiowe. Chociaż film rozgrywa się w dawno już minionej epoce, łatwo dostrzec w tych bohaterach normalnych młodych ludzi szukających swego miejsca w świecie. Na przeszkodzie stają im własne ograniczenia oraz zakłamana obyczajowość. Film bierze w ogień krytyki męski szowinizm oraz dziewiętnastowieczne pojmowanie honoru jako miłości własnej, której należało bronić kosztem innych wartości. Prowadzi to do szokującego zakończenia filmu. Nie zdradzając zbyt wiele, powiem tylko, że Max Ophuls wpisał się idealnie w formujący się nurt egzystencjalizmu.

Miłostki są majstersztykiem reżyserskim. Ophuls świetnie opowiada historię za pomocą obrazów. Na przykład nakręcona za pomocą długich ujęć sekwencja, w której podejrzliwy baron (w tej roli fenomenalny Gustaf Grundgens) rozgląda się po domu, poszukując ukrywającego się zalotnika, podczas gdy ten ostatni usiłuje niepostrzeżenie się wymknąć. Wiele jest scen, w których dialogi krążą z dala od meritum, natomiast z zachowania bohaterów można wyczytać ich rzeczywiste intencje i nastroje. Kardynalną zasadą Ophulsa jest uciekanie od pokazywania rzeczy wprost i zaangażowanie uwagi widza w interpretację wydarzeń. Bardzo dobry efekt dają takie zabiegi w scenach romantycznych, między innymi podczas przejażdżki Fritza i Christine po lesie pełnym obsypanych śniegiem świerków, czy też tańczonego przez nich w zupełnym oderwaniu od rzeczywistości walca. Inną zaletą filmu jest duża ilość smaczków wynikających z fin-de-siecle'owej lokalizacji. Otwiera go monumentalna scena w operze wiedeńskiej, ze znakomitą muzyką przywodzącą na myśl austriackich klasyków. Również zwyczaje i sposób bycia cesarskich dragonów są ważnym elementem opowieści, jednocześnie wplecionym tak naturalnie, że przyjmuje się go właściwie jako oczywistość. Gra aktorska stoi na wysokim poziomie. Obok Grundgnensa wyróżnię jeszcze Magdę Schneider (matkę Romy Schneider), która jako nieco zagadkowa Christine demonstruje pełne spektrum emocji, od prostych po niezwykle złożone.


Miłostki to poruszający film, który opowiada o ważnych rzeczach. Profesjonalnie zrealizowany, odmienny stylem od współczesnych mu obrazów, był dla mnie szalenie ciekawym doznaniem. Styl Maxa Ophulsa bazujący na sugestiach, niedopowiedzeniach, pozostawiający sporo interpretacji widza, spowodował jedno z bardziej wyrafinowanych przeżyć filmowych, jakich miałem okazji doświadczyć. Wystawiam Miłostkom 9 gwiazdek.

Na koniec anegdota. Kiedy film miał swoją premierę w Niemczech, u władzy byli już naziści. Ponieważ Ophuls był Żydem, jego nazwisko zostało wymazane z napisów początkowych. Na ekranach kin zagościł film bez twórcy. Kilka miesięcy później reżyser wyemigrował do Francji, podobnie jak uczynił to Fritz Lang. Tak paskudny reżim pozbył się wybitnych artystów, których nie mógł wykorzystać na własne potrzeby. Oni na szczęście tworzyli dalej, na swoich warunkach.   

źródło grafiki - www.imdb.com