Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jean Renoir. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jean Renoir. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 29 lipca 2019

Towarzysze broni/La Grande Illusion (1937)

Film o dobrych ludziach na złej wojnie

Reżyseria: Jean Renoir
Kraj: Francja
Czas trwania: 1 h 48 min.

Występują: Jean Gabin, Marcel Dalio, Pierre Fresnay, Erich Von Stroheim, Dita Parlo

Poważne filmy wojenne nie były w latach trzydziestych zbyt popularnym gatunkiem kinowym. Można odnieść wrażenie, że świat starał się zapomnieć o Wielkiej Wojnie, zamykając jednocześnie oczy na gromadzące się nad Europą czarne chmury. Dopiero 7 lat po Na zachodzie bez zmian pojawił się kolejny film, który mógł pretendować do miana antywojennego arcydzieła. Co więcej, Towarzysze broni nie byli dziełem amerykańskiego przemysłu filmowego, tylko indywidualnym projektem artystycznego samotnika z Francji - Jeana Renoira. Znany dotąd z kameralnych obrazów o życiu mieszczan i proletariuszy, reżyser zdołał zdobyć fundusze potrzebne do nakręcenia efektownego filmu wojennego. Od strony koncepcyjnej był to dalszy ciąg socjalistycznych rozważań Renoira, który skupił się na uwypukleniu różnic klasowych i podkreśleniu absurdu nacjonalizmu. W czasach, w których wszelkiego rodzaju totalitaryzmy rosły w siłę, był to głos bardzo potrzebny i został zauważony w kurczącym się demokratycznym świecie. W rezultacie Towarzysze broni okazali się pierwszym filmem nieanglojęzycznym, który został wyróżniony w ramach nagród Akademii Filmowej. Szkoda, że jego przesłanie nie miało bardziej namacalnych konsekwencji.

Chociaż akcja filmu toczy się podczas I Wojny Światowej, nie uświadczymy w nim żadnej bitwy. Zamiast tego śledzimy losy kilku francuskich oficerów, którzy trafiają do niemieckiej niewoli i są przetrzymywani w kolejnych obozach jenieckich. Francuzi utrzymują przyjazne stosunki ze swoimi niemieckimi strażnikami i nieustannie snują plany ucieczki. Film możemy z grubsza podzielić na trzy akty. W pierwszym bohaterowie usiłują uciec z typowego obozu jenieckiego za pomocą podkopu. Drugi obejmuje próby wydostania się z więzienia umiejscowionego w warownym zamczysku. Końcówka filmu to natomiast ukrywanie się dwójki zbiegów w chacie niemieckiej wdowy. Renoir chyba po raz pierwszy w karierze zdołał tak sprawnie połączyć film akcji z głębokim dramatem psychologicznym. Wciągająca, pełna zwrotów akcji fabuła została połączona z głęboką analizą psychologiczną bohaterów. W ten sposób obraz stał się atrakcyjnym widowiskiem dla dwóch zazwyczaj nieprzystających do siebie grup widzów.

Najważniejszymi bohaterami są trzej francuscy oficerowie przebywający w niewoli. Kapitan de Boeldieu jest arystokratą i zawodowym wojskowym, wywodzący się z rodziny robotniczej Marechal przed wojną był mechanikiem, natomiast Rosenthal pochodzi z bogatej rodziny żydowskiej. Mimo że są zbliżeni stopniem, Francuzi mocno różnią się od siebie. Boeldieu więcej wspólnego języka znajduje z komendantem więzienia, majorem von Rauffensteinem, który podobnie jak on jest arystokratą. Obaj mogą się bez przeszkód porozumiewać po angielsku, obaj też podzielają egzystencjalne poglądy klasowe (arystokraci jako klasa wymierająca). Proletariusz Marechal ma więcej wspólnego z niemieckimi strażnikami, a nawet z Żydem Rosenthalem, niż z dystyngowanym kapitanem.W końcówce filmu obserwujemy zaś miłość rodzącą się pomiędzy nim, a niemiecką chłopką, która na wojnie straciła męża i trzech braci. Z kolei Rosenthal to bezinteresowny burżuj, który otrzymuje od rodziny pękate paczki z prowiantem i chętnie dzieli się frykasami z towarzyszami niedoli. Podobno postać ta była reakcją Renoira na rosnące nastroje antysemickie.

Film jest świetnie zagrany. Wyróżnia się w szczególności dawno niewidziany Erich von Stroheim w roli niemieckiego komendanta więzienia. Jest to postać pełna tragicznego romantyzmu - as lotnictwa okaleczony podczas kraksy, służbista przekonany o bezsensie wojny i świadomy, że po jej zakończeniu nie będzie dla niego miejsca w nowym świecie. Na wilgotnym i chłodnym zamku pielęgnuje samotną doniczkę z gardenią będącą pewnego rodzaju symbolem jego sytuacji. Obok von Stroheima wyróżniłbym jeszcze Jeana Gabina w roli Boeldieu. Zawodowy oficer w jego wykonaniu jest zarówno wytworny i zdystansowany, jak gotowy do poświęceń (doskonała scena mycia nóg Marechalowi). Reszta obsady również staje na wysokości zadania. Ważnym elementem Towarzyszy jest muzyka, nie tylko towarzysząca ważnym scenom, ale pojawiająca się w mniej spodziewanych momentach. Na przykład znudzeni jeńcy wystawiają przedstawienie muzyczne, w którym część z nich występuje przebrana za kobiety. W innej zaś chwili na wieść o zwycięstwie wojsk francuskich jeńcy śpiewają na złość Niemcom Marsyliankę.

Film ma umiarkowanie optymistyczną wymowę. Renoir przedstawia przekonujące argumenty za tym, że Wielka Wojna była walką mocarstw. Zwykłych żołnierzy nie dzielił żaden interes narodowy, łączyła za wspólnota losu. Po nastaniu pokoju rządzący Europą arystokraci mieli odejść do lamusa, pozwalając robotnikom, chłopom i burżujom na harmonijne współżycie. W chwili, gdy pracował nad Towarzyszami, reżyser dobrze wiedział, że nic z tego nie wyszło. Jego film to oskarżenie wykrzyczane twarz nacjonalistom. A dla widzów, których tego rodzaju ideologiczne rozważania nie interesowały, Towarzysze mogą być po prostu piękną opowieścią o żołnierskim honorze, solidarności i przyjaźni. Nie ma tutaj czarnych charakterów, są tylko ludzie postawieni przed trudnymi wyborami. W każdej z ekranowych postaci można dostrzec szlachetność, każdej można dobrze życzyć. Niełatwe to osiągnięcie w filmie wojennym. Renoir otrzymuje za nie 9 gwiazdek.

źródło grafiki - www.imdb.com

środa, 10 lipca 2019

Wycieczka na wieś/Partie de campagne (1936)

Film o chwili ulotnej

Reżyseria: Jean Renoir
Kraj: Francja
Czas trwania: 38 min.

Występują: Sylvia Bataille, Georges D'Arnoux, Jane Marken, Andre Gabriello, Jacques B. Brunius, Paul Temps

Jean Renoir nigdy nie dokończył prac nad Wycieczką na wieś. Latem roku 1936 nakręcono całkiem sporo zdjęć w plenerze, zła pogoda nie pozwoliła jednak na ukończenie prac. Materiał został odłożony na półkę, a reżyser poświęcił się pracy nad innymi projektami i nigdy nie znalazł czasu bądź motywacji, żeby do niego powrócić. Dopiero dziesięć lat później producent Pierre Braunberger zmontował film, który mimo że krótki, zawierał spójną i kompletną historię. Z uwagi na ten nietypowy rozrzut czasowy, na potrzeby recenzji konieczne było arbitralne przyjęcie jakiegoś roku produkcji. Wybrałem 1936, ponieważ wtedy Renoir zakończył swój udział w całym projekcie. Wycieczka na wieś różni się od dotychczasowych dokonań tego reżysera, koncentrujących się głównie na satyrze i tematyce społecznej. Wycieczka nawiązuje do nurtu filmowego impresjonizmu, starając się jak najpełniej oddać emocje i przeżycia młodej dziewczyny podczas jednego popołudnia.

Film opowiada o niedzielnym wypadzie na wieś pewnej francuskiej rodziny. Paryski sklepikarz wraz z żoną, córką, teściową i przyszłym zięciem planują spędzić spokojne popołudnie w pięknych okolicznościach przyrody nad brzegiem Sekwany. Panowie zamierzają łowić ryby, panie mają natomiast ochotę poleżeć wśród traw, ewentualnie popływać łódką. Na urodziwą Henriettę oraz jej dobrze się trzymającą matkę zwracają uwagę Henry i Rodolphe, dwaj wiejscy podrywacze, którzy również mają zamiar przyjemnie spędzić popołudnie.

W Wycieczce na wieś wszystko kręci się wokół seksu. Postacie rozmawiają o nim albo chociaż rozmyślają, co sugeruje Renoir za pomocą prostych skojarzeń. Kobiety czują przypływ energii, znalazłszy się na łonie natury, uwolnione z paryskiej klatki. Radosne wygibasy na huśtawce są na tyle wymowne, że wiejskim podrywaczom od razu cisną się na usta sprośne komentarze. Henri i Rodolphe są po męsku bezpośredni - otwarcie dyskutują o kobiecych walorach, taktykach uwodzenia i możliwych konsekwencjach. Różnią się między sobą nastawieniem. Nieustannie poprawiający szpiczaste wąsy Rodolphe jest bardziej beztroski i spontaniczny, Henri bierze pod uwagę komplikacje i długo się zastanawia nad wykonaniem ruchu. Kiedy jednak przystępują do działania, są szarmanccy i skuteczni. Może mały spacer albo wycieczka łodzią? Duet ten jest całkowitym zaprzeczeniem ojca i narzeczonego Henrietty - dwóch fajtłapowatych, wyraźnie aseksualnych mieszczuchów, którzy są tak pochłonięci moczeniem kijów w wodzie, że nie dostrzegają, co się dzieje wokół nich. Zupełnie jakby uszło z nich powietrze. Tymczasem ich kobiety z wolna ulegają podświadomej potrzebie zjednoczenia się z naturą.

Spełnienie popołudniowego romansu ma miejsce w starannie upatrzonych przez mężczyzn zakątkach. Henri zabiera Henriettę do swojej "pracowni" - ustronnych zarośli nad brzegiem Sekwany, gdzie ich miłości towarzyszy śpiew słowika. Tymczasem Rodolphe i matka dziewczyny dokazują na łące. A później oglądamy chmury i oznaczający spełnienie deszcz. Renoir ucieka od dosłowności, nie unikając jakiejkolwiek golizny. W końcu ważne jest to, co zostaje w głowach. Film kończy się epilogiem mającym miejsce kilka lat później. Henrietta wspomina jednodniowy romans, wracając w miejsce budzące tak silne emocjonalnie skojarzenia, że nie może pohamować łez.

Jean Renoir postawił w Wycieczce na wieś na kreowanie nastroju sielanki i ulotności. Podjął próbę przeniesienia na ekran całego spektrum przyjemnych doznań przeżywanych przez bohaterów podczas chwili wypoczynku. Słowa i gesty są tylko uzupełnieniem zdjęć i dźwięków natury, której częścią stają się na moment kochankowie z przypadku. Dzięki sugestywnej prezentacji kołysząca się huśtawka, płynąca z prądem rzeki łódka czy siedzący w gałęziach drzewa słowik nabierają niezwykłych znaczeń kojarzonych ze zmysłami i popędami. Można powiedzieć, że otrzymaliśmy filmową poezję niosącą silny ładunek emocjonalny. A zarazem opowiadającą o rzeczach najzwyklejszych i najbardziej przyziemnych z możliwych. Renoir świadomie ucieka od problemów etycznych, od jakichkolwiek konsekwencji niedzielnej wycieczki. To po prostu przeżycie zostawiające silne wspomnienie, ale też chwilowe i ulatujące w dal. Najlepszym sposobem odbioru tego filmu wydaje mi się także otwarcie na płynące z niego impresje. Wycieczka na wieś jest pewnego rodzaju emocjonalnym lustrem, w którym można się sobie przyjrzeć. Trochę niezręcznie mi go oceniać, ale była to bardzo przyjemna przygoda. Wystawiam 8 gwiazdek.

źródło grafiki - www.imdb.com

piątek, 21 czerwca 2019

Zbrodnia pana Lange/Le Crime de Monsieur Lange (1936)

Film o zaletach kolektywizmu

Reżyseria: Jean Renoir
Kraj: Francja
Czas trwania: 1 h 16 min.

Występują: Rene Lefevre, Florelle, Jules Berry, Marce Levesque

W połowie lat 30. Jean Renoir, podobnie jak wielu innych francuskich artystów, związał się z Frontem Ludowym - silnie lewicowym ruchem politycznym. Tak jak jego kolegów, pociągał go ideał równości społecznej. Pociągał tak mocno, że Renoir rozpoczął praktykowanie sztuki zaangażowanej. Wątki wspierające internacjonalistyczne interesy robotników były obecne już w jego poprzednim filmie, Tonim. Zbrodnią pana Lange reżyser odsłonił całkowicie karty, tworząc prokomunistyczną agitkę. Jak przystało na dzieło wizjonera, film posiada wysokie walory artystyczne. Niepozbawiony jest także ciętego humoru. Mimo wszystko komunistyczny wydźwięk jest wręcz nachalny. Zaangażowanie polityczne wpłynęło na dalsze losy Renoira. Już do końca okresu międzywojennego współpracował z francuskimi komunistami przy produkcji kolejnych dzieł zaangażowanych, natomiast później w obawie przed aresztowaniem przez nazistów zmuszony był wyemigrować do USA.

Tytułową zbrodnię pana Lange poznajemy dopiero na końcu filmu. W jego trakcie śledzimy natomiast perypetie tytułowego bohatera i jego znajomych pracujących w paryskim wydawnictwie. Lange jest tam zatrudniony jako autor satyrycznych historyjek rozgrywających się na Dzikim Zachodzie. Czarnym charakterem filmu jest Paul Batala - właściciel wydawnictwa, szubrawiec, drań i bezwzględny kapitalista wyzyskujący swoich podwładnych. Kiedy do pracowników dochodzi wieść, że Batala zginął w katastrofie kolejowej, postanawiają kolektywnie przejąć kontrolę nad interesem. Pod przewodnictwem Lange'a i jego dziewczyny Valentine powstaje Spółdzielnia - twór optymizmu i obraz świetlanej przyszłości klasy robotniczej.

Jak to zazwyczaj bywa w filmach propagandowych, najzabawniejszą częścią Zbrodni pana Lange jest satyra na ideologicznych przeciwników, czyli w tym wypadku - na krwiożerczy kapitalizm uosobiony przez Batalę. Brawurowo zagrany przez Julesa Berry'ego biznesmen to prawdziwy sukinsyn. Nie dość, że w złej wierze namawia Lange'a do podpisania niekorzystnego dlań kontraktu, to bez skrupułów wykorzystuje swoje wpływy, nawiązując seksualne relacje z licznymi pracownicami. Nastawienie tego paskudnego osobnika do świata dobrze podsumowuje rozmowa, jaką odbywa w pociągu ze współpasażerem-księdzem tuż przed felerną katastrofą. Renoir zdaje się sugerować, że walka z takimi ludźmi czystymi metodami jest pozbawiona sensu. Antytezą bezwzględnego imperium Batali jest założona po jego zniknięciu spółdzielnia - prawdziwa socjalistyczna idylla. Wszyscy się wspierają, decyzje podejmowane są kolektywnie i wydawnictwo natychmiast zaczyna odnosić gigantyczne sukcesy. Jest to obraz tak cukierkowy, że momentami robi się niedobrze od prokomunistycznego entuzjazmu. Wedle wyraziście wyartykułowanego przesłania kolektywna inicjatywa jest, mimo przejściowych trudności, najlepszą droga do sukcesu. Pomarzyć, dobra rzecz, panie Renoir.

Artystycznie Zbrodnia pana Lange prezentuje wysoki poziom. Ciekawa jest w szczególności praca kamery, z pomysłowym wykorzystaniem ruchu do oddania rozchwianych emocji postaci. Interesującym rozwiązaniem okazało się także wykorzystanie westernowej serii Lange'a jako zakamuflowanego komentarza do głównej osi fabuły. Nie śledziłem jej zbyt uważnie, ale można z niego wyłapać rozmaite smaczki. Ze spostrzeżeń natury obyczajowej, nie sposób nie zauważyć swobodnego podejścia Francuzów do seksu. Kobiece bohaterki prowadzą jawne romanse, które są komentowane (bez zbędnej pruderii) przez ich znajomych. Nie ma w tym cienia moralizatorstwa. Seks jest naturalną częścią życia bohaterów filmu - gigantyczna odmiana w porównaniu z aluzyjnym i ugrzecznionym kinem amerykańskim.

Zbrodnia pana Lange uważana jest za jedno ze sztandarowych dzieł Jeana Renoira. Muszę przyznać, że jestem daleki od zachwytów nad tym filmem. Doceniam trafną ironię postaci pana Batali oraz ciekawe eksperymenty narracyjne. Na to wszystko nakłada się jednak niesmak związany z ideologicznymi klapkami na oczach reżysera. Jego entuzjazm jest tak wielki, że posuwa się nawet do usprawiedliwienia tytułowej zbrodni w imię wyższych pobudek. Wizja świata w marksistowskiej czerni i bieli niezbyt mnie podnieca, szczególnie u reżysera francuskiego, który w przeciwieństwie do takiego na przykład Eisensteina dokonał ideologicznego wyboru z własnej i nieprzymuszonej woli. Mimo pewnych zalet, wystawiam Zbrodni tylko 6 gwiazdek.

źródło grafiki - www.imdb.com

czwartek, 9 maja 2019

Toni (1935)

Film o zwykłych miłostkach na francuskiej wsi

Reżyseria: Jean Renoir
Kraj: Francja
Czas trwania: 1 h 21 min.

Występują: Charles Blavette, Celia Montalvan, Edouard Delmont, Max Dalban, Jenny Helia

Jean Renoir był twórcą poszukującym, trudnym do zaszufladkowania, eksperymentującym z wciąż nowymi stylami. Jego Suka i Boudu z wód wyratowany były filmami osadzonymi w środowisku miejskim, krytycznie nastawionymi do przywar mieszczan. O ile pierwszy cechował się ponurym realizmem, styl drugiego z nich można określić jako surrealistyczny i ironiczny. Toni z 1935 roku reprezentuje skrajnie odmienne podejście. Renoir udał się z ekipą na wieś, do południowej Francji i do części ról zaangażował aktorów niezawodowych. Narracja filmu jest poważna, fabuła prosta, a bohaterami są zwykli ludzie filmowani w naturalnym otoczeniu. Asystentem Renoira podczas prac nad Tonim był Lucchino Visconti, który kilka lat później miał rozwinąć podpatrzone rozwiązania w styl neorealistyczny.

Film opowiada o uczuciowym życiu robotników w południowej Francji. Głównym bohaterem jest Toni, który przyjeżdża z Włoch w poszukiwaniu pracy i zatrudnia się w miejscowym kamieniołomie. Toni sypia ze swoją gospodynią Marie, ale za jej plecami romansuje z hiszpańską praczką Josefą. Kiedy ta druga decyduje się poślubić bogatszego i sprytniejszego Alberta, Toni bierze ślub z Marią. Cicha rywalizacja dwóch kobiet trwa jednak dalej, prowadząc do burzliwych wydarzeń.

Chociaż w Tonim pojawiają się odniesienia do wielokulturowości, tak naprawdę dla rozwoju fabuły nie ma ona większego znaczenia. Przybywający do Francji w poszukiwaniu pracy Włosi i Hiszpanie wmieszali się w miejscowe społeczeństwo, druzgocąc, jak stwierdza reżyser na początku filmu, "ducha Wieży Babel". Francuzi, Hiszpanie i Włosi koegzystują harmonijnie, płynnie wchodząc ze sobą w związki i współdziałając w pracy. Wszystkie występujące w filmie postacie są robotnikami odczuwającymi wspólnotę losu. To dość optymistyczne spojrzenie jak na nękane nacjonalizmami lata trzydzieste.

Tym, co w filmie ważne, są poplątane relacje damsko-męskie podgrzewane gorącą krwią południowców. W centrum fabuły mamy kochliwego Toniego i zmysłową, nałogowo uwodzącą mężczyzn Josefę. W tle rozgrywają się inne dramaty - niedocenianej i nękanej kompleksami Marii, brutalnego męża Josefy - Alberta i paru innych. Robotnicza dola nie sprzyja stabilizacji, prowadząc do powstawania patologicznych związków. Renoir pokazuje nam to wszystko poprzez proste, wzięte z życia sceny. Toni poszukuje osy, która wkradła się pod sukienkę figlarnej Josefy. Josefa i Albert migdalą się na polu kukurydzy. Rodzinna kolacja zmienia się w wulgarną kłótnię. Mężczyźni przepychają się na skraju kamieniołomowego urwiska. Zrozpaczona kobieta rzuca się w fale pobliskiego jeziora. Otoczenie jest do bólu zwyczajne, jakby Renoir i jego kamerzysta filmowali ludzi przy codziennych rozmowach i czynnościach. Sprzyja temu także gra aktorów - naturalistyczna, pozbawiona środków wyrazu. Ma się wrażenie, że to po prostu zwykli ludzie występujący w dokumencie o własnym życiu. No, może poza finałem, który rozgrywa się w bardziej dramatycznych, choć także realistycznych okolicznościach.

Problem z Tonim wypływa z tych samych czynników, co jego zalety. Skupiony na życiu prostych ludzi film postawił na skrajny realizm, ale ta surowość przekazu męczy. Nie stosujący środków artystycznych aktorzy są nijacy. Dwie główne postacie kobiece noszą bardzo podobne sukienki i momentami trudno je od siebie odróżnić. Ich problemy życiowe są przyziemne, podobne do zwykłych historii znanych z sąsiedztwa. Toni jest tak surowy, że trudno uznać go za sztukę wyższą. To raczej proza życia ubrana w skondensowaną, spójną formę. Jedyny zastosowany przez Renoira zabieg artystyczny ma miejsce w ostatniej scenie filmu, która podobnie jak pierwsza pokazuje grupę imigrantów z Włoch opuszczających pociąg. Uczestnicy karuzeli życia ruszają ku swemu losowi, tak samo jak uczyniło to wielu przed nimi i zrobi wielu po nich. Życie toczy się dalej.

Toni jest dowodem na niezwykłą pomysłowość Jeana Renoira, ale sam w sobie nie jest szczególnie ciekawy. Powszedniość, zwyczajność, surowość ma swoje granice, za którymi leży szara rzeczywistość. Mam wrażenie, że reżyser przemycił do filmu zbyt wiele tej szarzyzny, w rezultacie czyniąc go mało atrakcyjnym dla widza. Mimo szacunku dla pomysłu, wystawiam 6 gwiazdek.

źródło grafiki - www.imdb.com

sobota, 26 stycznia 2019

Boudu z wód wyratowany/Boudu sauvé des eaux (1932)

Film o antyfilozofie

Reżyseria: Jean Renoir
Kraj: Francja
Czas trwania: 1 h 21 min.

Występują: Michel Simon, Charles Granval, Marcelle Hainia, Severine Lerczinska

Aktor Michel Simon, jeden z ulubionych współpracowników Jeana Renoira, był ciekawą osobowością. Urodzony w Szwajcarii, wcześnie opuścił dom rodzinny i przeniósł się do Francji. Tam początkowo zarabiał na życie jako bokser i artysta cyrkowy. Po pierwszych występach w teatrze szybko zyskał reputację znakomitego aktora. Prywatnie znany z nieokiełznanego temperamentu, utrzymywał znajomości zarówno z przedstawicielami paryskiej bohemy, jak i z żebrakami, bezdomnymi oraz prostytutkami. Pomagał zaprzyjaźnionej właścicielce burdelu testować możliwości nowych pracownic. Mieszkał w zapuszczonej posiadłości wraz ze stadem oswojonych małp oraz przez wiele lat gromadzoną kolekcją sztuki erotycznej. Kiedy Renoir postanowił nakręcić filmową adaptację satyry Boudu z wód wyratowany, nonkonformistyczny aktor był oczywistym wyborem do tytułowej roli.

Film opowiada historię Boudu, paryskiego bezdomnego, który pewnego dnia wpada na spontaniczny pomysł popełnienia samobójstwa poprzez skok do Sekwany. Jego plan zostaje udaremniony przez księgarza Edouarda Lestingois. Mieszczanin przypadkowo zauważa tonącego przez lunetę i rzuca mu się na ratunek. Z powodzeniem. Okrzyknięty przez Paryżan bohaterem Lestingois wspaniałomyślnie przyjmuje ocalonego Boudu pod swój dach. Ma szlachetny zamiar przywrócenia go społeczeństwu. Wykąpany i odziany w piękny garnitur bezdomny okazuje się jednak kłopotliwym współlokatorem. Nie tylko ze względu na brak ogłady, ale również przez zamęt, jaki wywołuje w codziennej rutynie państwa Lestingois i ich służącej.

Boudu z wód wyratowany równie wiele miejsca poświęca postaci "oswajanego" bezdomnego, co jego dobroczyńców. Zacznijmy od Boudu. Ten facet to prawdziwe uosobienie pierwotnej wolności w rozumieniu (urodzonego w Szwajcarii, działającego we Francji) filozofa Jeana Jacquesa Rousseau - całkowicie beztroski, spontaniczny i najwyraźniej nieświadomy istnienia jakichkolwiek norm. Bogaczowi, który przetrząsa kieszenie w poszukiwaniu datku, wręcza pięć franków, aby "kupił sobie coś do jedzenia". Kiedy zabraniają mu pluć na podłogę, zamiast tego spluwa między karty dzieła Balzaka. Buty pastuje rękami, które następnie próbuje wyczyścić bielizną pani domu. W dodatku nie ma najmniejszych oporów przed obłapywaniem jej i do służącej, najwyraźniej nie uważając tego za coś niestosownego. Boudu to lekkoduch nie usiłujący nadać swemu życiu jakiegokolwiek sensu, ani zrozumieć swych bliźnich. Bycie wolnym elektronem jest dla niego naturalne. Ów bezdomny nie znosi nawet smaku alkoholu, który mógłby przecież ograniczyć jego pierwotną wolności. Michel Simon świetnie odegrał tego dziwaka, nadając mu wiele charakterystycznych tików nerwowych i dziwną, nieskoordynowaną motorykę. Przy tym wszystkim trzeba zaznaczyć, że dla jego otoczenia życie z takim człowiekiem jest absolutnym koszmarem.

Rodzinka Lestingois zostaje przytłoczona swego gościa. Ludzie ci, pełni dobrych intencji, przykładni i przyzwoici mieszczanie, są bezradni w obliczu kogoś, kto całkowicie ignoruje wszelkie normy społeczne. Jednocześnie sami są karykaturami stereotypowych mieszczan. Księgarz filozof (świetny Charles Granval) jest tak pochłonięty swoimi myślami, że nie uczęszcza na pogrzeby przyjaciół. Jego żona, najwyraźniej nieposiadająca żadnych obowiązków domowych czy zawodowych, wygląda na całkowicie znudzoną swoim życiem. Państwo Lestingois mają oddzielne sypialnie, co umożliwia panu domu wymykanie się nocą do pokoju dziarskiej służącej. Pojawienie się wścibskiego i mającego lekki sen Boudu zakłóca błogi domowy spokój. Teraz domownikom dużo trudniej zachowywać przed sobą pozory przyzwoitości. Beztroskie podejście ich gościa do spraw cielesnych potęguje zamęt wprowadzony w ich rutynie. Rozwój wypadków daje państwu Lestingois okazję do przewartościowania swego życia. Pytanie tylko, czy zdecydują się zrzucić okowy hipokryzji. Decyzja z pewnością nie jest dla nich łatwa.

Boudu z wód wyratowany jest filmem prowokującym do rozmaitych przemyśleń. Wymaga jednak od widza nieco zaangażowania, żeby dostrzec w nim coś głębszego niż dziwny film o bezdomnym zakłócającym mir domowy. Rzadko skupiam się prawie całkowicie na fabule, tym razem jednak wydało mi się to właściwe. Boudu jest jak sztuka teatralna. Wydarzenia i postacie są archetypami i symbolami odzwierciedlającymi pewne wartości. Renoir stworzył powiastkę filozoficzną rozwijającą i poddającą krytyce filozoficzne koncepcje Rousseau. To ciekawe doświadczenie, móc przyjrzeć się eksperymentowi myślowemu nadającemu życie filozoficznej koncepcji. Warto także zwrócić uwagę na szaloną kreację Michela Simona, który najwyraźniej wprowadza do filmu swoje całkowicie spontaniczne pomysły. Ciekawe, ile samego siebie włożył ten dziwny człowiek w rolę bezdomnego antyfilozofa?

Jedyny w swoim rodzaju film filozoficzny otrzymuje ode mnie 9 gwiazdek. Jest to ocena wyjątkowo subiektywna, gdyż spotkałem się ze skrajnymi reakcjami wobec Boudu. Nie jest to film dla każdego i z pewnością może wzbudzić silne emocje o charakterze negatywnym. Moim zdaniem jest szalenie ciekawy. Dobranoc.

źródło grafiki - www.imdb.com

poniedziałek, 14 stycznia 2019

Noc na rozdrożu/La Nuit du carrefour (1932)

Film o detektywie i zbrodni

Reżyseria: Jean Renoir
Kraj: Francja
Czas trwania: 1 h 10 min.

Występują: Pierre Renoir, Winna Winifried, Georges Koudria, Georges Terof, Dignimont, Jean Gehret

Po nakręceniu realistycznej, całkiem ambitnej Suki Jean Renoir postanowił spróbować swych sił w filmie nastawionym bardziej pod gusta masowego odbiorcy. Wybór padł na ekranizację powieści detektywistycznej autorstwa Georgesa Simenona, wówczas mało jeszcze znanego belgijskiego pisarza. Główną rolę inspektora Maigret powierzył Renoir swojemu starszemu bratu Pierre'owi. Ponieważ reżyser był właśnie w trakcie rozwodu, rzekomo miał podchodzić do Nocy na rozdrożu z mniejszą niż zazwyczaj starannością. Plotka głosi, że podczas prac nad filmem zaginęła jedna z rolek z materiałem zdjęciowym, co ma wyjaśniać pewne niejasności i przeskoki fabularne. Jaka by nie była prawda, powstał film, który entuzjaści nazywają "tajemniczym", krytycy natomiast "wybrakowanym".

Noc na rozdrożu jest klasyczną opowieścią detektywistyczną. Film rozpoczyna się od prologu, podczas którego w garażu jednego z mieszkańców małej wioski zostaje odnaleziony skradziony samochód sąsiada. Za kierownicą zaś - martwe ciało jakiegoś nieznanego człowieka. Wkrótce do wioski przybywa inspektor Maigret, który wraz z asystentem rozpoczyna śledztwo. Pierwszymi podejrzanymi są: właściciel samochodu Michonnet i właściciele garażu - arystokratyczne, biedujące rodzeństwo Andersenów, którzy jako emigranci z Danii są traktowani z niechęcią przez innych mieszkańców wioski. Pewną rolę odegrają także pracownicy miejscowego warsztatu samochodowego. Jak na klasyczny kryminał przystało, w kolejnych scenach tajemnica pogłębia się, padają następne strzały, a detektyw przystępuje do rozwiązania zagadki.

Główny problem Nocy na rozdrożu najlepiej symbolizuje wspomniana zagubiona rolka celuloidu. Opowieść jest prowadzona niejasno, zagmatwana i mało czytelna. Tajemnica morderstwa podlega wyjaśnianiu przez końcowy kwadrans filmu. Poszczególnym postaciom przypisywane są coraz to nowe role i motywacje w intrydze. Ostatecznie byłem zdezorientowany co do dokładnego przebiegu zbrodni. Miałbym problem z powtórzeniem, kto, co i dlaczego Drugie zastrzeżenie dotyczy postaci inspektora Meigret, który jest człowiekiem zupełnie bezbarwnym. Pierre Renoir nie wnosi do filmu jako aktor absolutnie niczego. Jego detektyw zadaje pytania, wydaje polecenia, zatrzymuje przestępców. Wszystko metodycznie, jakby odhaczał kolejne punkty z listy. Jest przy tym tak bezosobowy i bezbarwny, że gównie dobrze jego rolę mógłby odgrywać głos puszczony z adapteru. 

Nie oznacza to, że nie ma w Nocy na rozdrożu niczego godnego uwagi. Całkiem udanie uchwycił Renoir klimat zabitej dechami wiejskiej dziury, którą po zapadnięciu zmroku ogarniają egipskie ciemności, a mieszkańcy czujnie kontrolują wszelkie odchylenia od przyjętej normy. Duża w tym rola plenerów, za które służy dokładnie taka francuska wioska, w której asfalt na noc zwijają. To wręcz archetyp. Spośród bohaterów filmu ciekawymi postaciami są Andersenowie - jednooki nieporadny artysta i jego rozpieszczona siostrzyczka. Niegdyś związani z dworem króla Danii, obecnie doświadczają wrogości ze strony mieszkańców zapadłej francuskiej dziury. Else Andersen czyni nawet starania, żeby uwieść poczciwego inspektora i moim zdaniem zdołałaby to zrobić, gdyby Meigret nie był pozbawionym emocji automatem.

Noc na rozdrożu jest filmem o zmarnowanym potencjale. Niejasna narracja zalatuje z daleka prowizorką. Rzadko kiedy brak staranności w realizacji jest aż tak widoczny. Zazwyczaj pomstuje się na producentów, którzy poprzez odgórną ingerencję zaburzają wizję reżysera. W tym przypadku było odwrotnie - zbytnia niezależność Renoira doprowadziła do wypuszczenia w świat filmu wybrakowanego. Pomimo kilku jasnych punktów jestem zmuszony przyznać Nocy na rozdrożu tylko 6 gwiazdek.

źródło grafiki - www.imdb.com

poniedziałek, 10 grudnia 2018

Suka/La Chienne (1931)

Film o błądzących

Reżyseria: Jean Renoir
Kraj: Francja
Czas trwania: 1 h 31 min.

Występują: Michel Simon, Janie Marèse, Georges Flamant, Magdeleine Bérubet, Roger Gaillard

Nazwisko Renoir kojarzy się przede wszystkim z malarzem Auguste Renoirem. Mistrz impresjonizmu miał jednak syna o nie mniejszym talencie. Jean Renoir jest znaczącą postacią w historii francuskiego kina, dlatego też jego filmy będą gościć na Chronofilmotece jeszcze niejednokrotnie. Kiedy reżyserował Sukę, miał ich na koncie już sporo, ale to ów obraz o kontrowersyjnym tytule zapewnił mu przepustkę do sławy. Jego bohaterem jest człowiek o nieodkrytym talencie malarskim. Niewątpliwie wiedza reżysera o światku artystów okazała się przydatna w procesie twórczym. Trudno powiedzieć, czy szczegóły scenariusza nawiązują również do rodzinnej sytuacji Renoirów. Jeżeli tak, to pozostaje mu tylko współczuć. Jak wskazuje tytuł, Suka opowiada historię pełną nieszczęść i niesprawiedliwości.

Bohaterem filmu jest Maurice Legrand, czterdziestodwuletni nieśmiały kasjer amatorsko parający się malarstwem. Maurice żyje w toksycznym związku z żoną Adele, która tyranizuje go, nieustannie porównuje do swojego pierwszego nieżyjącego męża i pogardza jego "bezużyteczną" pasją. Pewnej nocy, wracając z imprezy służbowej, Maurice ratuje młodą dziewczynę imieniem Lucienne przed pobiciem przez jej pijanego kochanka Dede. Lucienne zostaje sponsorowaną hojną ręką utrzymanką malarza. Nieśmiały i zakompleksiony Legrand jest wniebowzięty. Nie przeszkadza mu nawet, kiedy dziewczyna zaczyna pod pseudonimem handlować jego obrazami, które niespodziewanie okazują się wartościowymi dziełami sztuki. Lucienne nie jest jednak lojalna. Pieniądze ze sprzedaży przekazuje Dede, z którym w sekrecie sypia i w którym jest beznadziejnie zakochana. Sytuacja nabiera rumieńców, kiedy Legrand postanawia w końcu rozstać się z żoną i na stałe zamieszkać z kochanką.

Suka jest filmem bardzo ponurym w swym realizmie. Jego bohaterowie to ludzie najzwyklejsi w świecie, borykający się z jakże życiowymi problemami i okropnie błądzący. Momentami nie sposób uwierzyć w zachowanie Lulu, która pogardza traktującym ją jak księżniczkę malarzem i wzdycha do jawnie nią gardzącego alkoholika i hazardzisty. A przecież podobnie chore związki i relacje międzyludzkie wcale nie są rzadkością. Równie tragiczną postacią jest główny bohater, który jest klasycznym przykładem dobrodusznej fujary. Kiedy pod wpływem spotykających go upokorzeń postanawia zmienić swoje postępowanie i zawalczyć o siebie... Cóż, nie wychodzi na tym najlepiej. Niektórym zawsze wiatr wieje w oczy.

Powstawaniu filmu towarzyszyły dość nietypowe okoliczności. Otóż miłosny trójkąt pomiędzy dziewczyną, zakochanym w niej malarzem i wykorzystującym ją kochankiem miał do pewnego stopnia odbicie w rzeczywistości. Janie Marèse związała się podczas zdjęć z grającym Dede Georgesem Flamantem. Wszystko ku żalowi zakochanego w niej Michela Simona. Jean Renoir rzekomo wspierał ten związek, sądząc że wpływa on pozytywnie na grę aktorską całej trójki. Rzeczywiście Marèse i Flamant robią trochę wrażenie naturszczyków, którzy uczestniczą w swoim codziennym życiu. Michel Simon jest przy nich jak życiowy outsider z innego świata. Historia miała swój tragiczny finał - wkrótce po zakończeniu zdjęć Marèse zginęła w wypadku samochodowym spowodowanym przez Flamanta.

Specyficzny realizm i surowość Suki stanowią przyjemną odmianę od ugrzecznionego kina amerykańskiego czy mocno wystylizowanego niemieckiego. Pomimo swej zwyczajności film nie dłuży się. Wręcz przeciwnie, obecne w nim gwałtowne emocje udzielają się widzowi. Z dużym zaangażowaniem śledziłem rozwój niefortunnych relacji pomiędzy Legrandem, jego żoną, Lucienne i Dede. Czasem ciekawie jest wziąć pod lupę takie ponure okruchy życia, które zostało przez błądzących głupców zniszczone na ich własne życzenie. Ku przestrodze. Suka otrzymuje ode mnie 8 gwiazdek.

źródło grafiki - www.imdb.com