sobota, 14 kwietnia 2018

Zmęczona śmierć/Der müde Tod (1921)


Film o kochankach walczących z przeznaczeniem na przestrzeni wieków... zaraz, czy tego już gdzieś nie było?

Reżyser: Fritz Lang
Kraj: Niemcy
Czas trwania: 1h 40 min.

Występują: Lili Dagower, Walter Janssen, Bernhard Goetze

Pierwszy z wielu filmów Fritza Langa na mojej liście. Zmęczona śmierć nie zachwyca, można w niej jednak dostrzec przejawy technicznej sprawności reżysera, który da nam w przyszłości dzieła bardziej godne zapamiętania (a przynajmniej mam nadzieję, że Metropolis i M nie zawiodą moich oczekiwań). 

Zmęczona śmierć opowiada o tajemniczym mężczyźnie, który przybywa do małego miasteczka, zakupuje działkę przy cmentarzu i stawia wokół niej potężny, pozbawiony wejść mur. Pomimo licznych prób, żadnemu z zaciekawionych mieszkańców nie udaje się nawet zajrzeć do środka. W końcu tajemnicę przybysza poznaje młoda dziewczyna, której narzeczony niespodziewanie znika w jego towarzystwie. Przybysz okazuje się Śmiercią, a jego zajęciem jest odbieranie życia tym, na których przyszedł czas (symbolizowane jest to poprzez zgaszenie płomienia odpowiedniej świecy). Śmierć składa błagającej o życie kochanka dziewczynie propozycję - jeżeli uda się jej ocalić kogoś z trójki ludzi, których świece właśnie się dopalają, jej ukochany zostanie przywrócony życiu. Film zabiera nas następnie w podróż w czasie i przestrzeni, przedstawiając historię trzech skazanych na zgubę miłości. Pierwsza opowieść rozgrywa się w bliskowschodnim mieście, gdzie giaur wkrada się do pałacu kalifa, by uwieść siostrę władcy. Druga historia to intryga trujących się wzajemnie i sztyletujących bogaczy z renesansowej Wenecji. Trzecia zabiera nas do starożytnych Chin, gdzie cesarz (o starannie wyhodowanych szponach z paznokci) postanawia uczynić z asystentki czarownika swą nałożnicę.

Pomysł na film jest całkiem interesujący. Zmęczona śmierć zawiera wiele nowatorskich koncepcji, które Fritz Lang przeniósł z literatury do świata filmu. Mam tu na myśli wędrówkę dusz kochanków po różnych epokach (prześladowaną przez los parę w opowieści "głównej" i trzech pobocznych za każdym razem gra ta sama para aktorów) oraz postać Śmierci jako ponurego acz sprawiedliwego agenta nieuchronnego losu. Rozmach realizacyjny również robi wrażenie - dekoracje, kostiumy i efekty specjalne są niezwykle dopracowane. Szczególnie atrakcyjny dla oka jest segment chiński, w którym możemy między innymi podziwiać latający dywan czy też ucieczkę pary bohaterów na słoniu. Również siedziba Śmierci wypełniona setkami płonących świec jest bardzo nastrojowa. Film ma jednak dwie bardzo poważne słabości.

Pierwszą jest "ekspresjonistyczna" gra aktorska, która jest wręcz okropna. Poziom intensywności gestykulacji, wywracania oczami, szczerzenia się, szlochania i tym podobnych jest nie do zniesienia. Jedynym wyjątkiem jest obdarzony kamienną twarzą Śmierć, który dla kontrastu posiada aparycję robota. No ale w jego przypadku jest to w jakiś sposób uzasadnione. Rozumiem, że taka wówczas obowiązywała w Niemczech konwencja, jednak nie uważam, aby dobrze się sprawdzała w tego rodzaju filmie. O ile ekspresjonizm u złoczyńców czy ekscentrycznch postaci drugoplanowych jest dla mnie jak najbardziej do przyjęcia, bohaterów romantycznych pcha nieuchronnie w objęcia kiczu.

Drugi problem Zmęczonej śmierci to miałka fabuła. Fritz Lang jest tak zaabsorbowany symbolizmem i dopinaniem na ostatni guzik aspektów technicznych, że zupełnie zaniedbuje swoich bohaterów. Cztery przedstawione widzowi pary kochanków nie mają do zaoferowania niczego poza swoim uczuciem. Nie dowiadujemy się żadnych istotnych faktów o ich otoczeniu i warunkach życia, w nich samych również nie dostrzegłem nic interesującego. Perypetie i zainteresowania tych osób nie wykraczają poza pokonanie przeszkód stojących na drodze ich miłości. A samej historii walki z przeznaczeniem nie uważam za jakoś niesamowicie oryginalną. Powiem otwarcie, film mnie znudził.

Zmęczona śmierć otrzymuje ode mnie tylko 6 gwiazdek. Może się to wydawać surową oceną w kontekście wymienionych powyżej zalet filmu. Niestety, nuda jest w przypadku kina grzechem ciężkim. Mam nadzieję, że w kolejnych obrazach Fritz Lang skupi się bardziej na rozwijaniu bohaterów, a jego aktorzy pohamują nieco swoją "ekspresję". Przekonamy się już za kilka dni, kiedy oglądać będę Doktora Mabuse.

źródło grafiki - www.imdb.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz