czwartek, 20 września 2018

Melodia Broadwayu/The Broadway Melody (1929)

Film o poszukiwaczkach szczęścia w wielkim mieście

Reżyseria: Harry Beaumont
Kraj: USA
Czas trwania: 1h 40 min.

Występują: Anita Page, Bessie Love, Charles King, Jed Prouty, Kenneth Thomson

Melodia Broadwayu. Jeden z pierwszych musicali i pierwszych zdobywców Oscara w kategorii najlepszego filmu. W swoich czasach zachwycał nowymi możliwościami - mówionymi dialogami, numerami muzycznymi i (dziś zaginioną) końcową sekwencją nakręconą w Technicolorze. W przeciwieństwie do Hollywood Revue of 1929 jest to pełnokrwisty film fabularny, w którym piosenki stanowią tylko rozwinięcie i uzupełnienie scenariusza. Muszę z przykrością stwierdzić, że czas obszedł się z tym filmem mało łaskawie.

Bohaterkami Melodii Broadwayu są siostry Hank i Queenie Mahoney, młode artystki o wielkich aspiracjach. Właśnie przyjechały do Nowego Jorku z zamiarem zrobienia kariery na Broadwayu. Hank jest mózgiem tego duetu, natomiast Queenie uważana jest za piękniejszą i bardziej utalentowaną. Siostry próbuje wspomóc narzeczony Hank, Eddie Kearns, który jest śpiewakiem o uznanej renomie. Mężczyzna załatwia dziewczynom udział w przesłuchaniu do wodewilu, w którym występuje. Tutaj ma miejsce brutalne zderzenie z rzeczywistością - konkurentki są zawistne i nieżyczliwe, a reżyser wybredny i bardzo zajęty. Ostatecznie uznanie tego ostatniego zdobywa tylko Queenie, która dostaje rolę w zastępstwie kontuzjowanej tancerki. Kariera Hank staje pod znakiem zapytania. Tymczasem Eddie po bliższym poznaniu Queenie zaczyna preferować ją ponad swoją narzeczoną. Na horyzoncie zaczyna rysować się siostrzany rozłam.

Główny problem Melodii Broadwayu polega na okropnej przeciętności tego filmu. Przeciętny jest scenariusz, gdyż historia sióstr Mahoney nie jest ani szczególnie oryginalna, ani specjalnie porywająca. Przeciętna jest scenografia. Co prawda film rozgrywa się w środowisku broadwayowskich teatrów i wykorzystuje różnorodne kostiumy oraz dekoracje, ale jakoś żadna nie zapada szczególnie w pamięć. Średnie są też numery muzyczne, które w czasach premiery były przecież największym atutem filmu. Wydaje mi się, że w tym przypadku zadziałał efekt świeżości, bowiem żadna z piosenek nie jest szczególnie porywająca. Podobnie ma się rzecz z układami tanecznymi. Są poprawne, nic nie kłuje w oczy, ale też nic ponadto.

Poniżej przeciętnej oceniam w Melodii Broadwayu aktorstwo. Jest to przede wszystkim związane z niedoświadczeniem aktorów i reżysera w pracy z dźwiękiem. Dialogi są okropne, pełne popularnych w latach 20. kolokwializmów i powiedzonek, które brzmią w ustach postaci sztucznie. Sami aktorzy grają z irytującą manierą mówienia do kamery i przesadnego akcentowania swoich wypowiedzi. Przoduje w tym Anita Page w roli Queenie. Momentami słuchanie filmowych rozmów bywało uciążliwe. Również melodramatyczna strona filmu została rozegrana tak sobie. Co prawda problem mimowolnej rywalizacji miedzy siostrami został przez aktorki przedstawiony poprawnie, a dynamika ich relacji jest wiarygodna, ale nic ponadto. Bardzo letnie to wszystko. W całym filmie mogę wskazać jedną scenę, która zrobiła na mnie większe wrażenie - reakcję Hank, kiedy ta uświadamia sobie, że narzeczony zakochał się w jej siostrze. Poza tym nuda.

Melodia Broadwayu jest doskonałym przykładem filmowej nijakości. Dziełem, które z biegiem czasu utraciło walory czyniące je atrakcyjnym w dniu premiery. Film regularnie pojawia się na listach najbardziej niezasłużonych laureatów Oscarów. Zasadnie. Nie ma w nim nic na tyle złego, żeby go w jakiś miażdżący sposób skrytykować. Ale nie ma w nim też praktycznie niczego, co sprawiłoby, że chciałbym go komuś polecić. słusznie zapomniany laureat Oscara otrzymuje ode mnie 5 gwiazdek.

źródło grafiki - www.imdb.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz