poniedziałek, 21 maja 2018

Chciwość/Greed (1924)

Film o destrukcyjnym działaniu mamony

Reżyser: Erich von Stroheim
Kraj: USA
Czas trwania: 1h 45 min.

Występują: Gibson Gowland, ZaSu Pitts, Jean Hersholt

Chciwość Ericha von Stroheima jest filmem znanym z tego, że został wbrew woli reżysera okrutnie pocięty. Z dziewięciu godzin "wersji reżyserskiej" studio pozostawiło dwie, usuwając dwie z trzech linii fabularnych filmu i mocno skracając trzecią. Na domiar złego niewykorzystany materiał został zniszczony. Istnieje rekonstrukcja, w której wycięte sceny zostały zastąpione przez zachowane nieruchome ujęcia opatrzone tekstem. Rzuciłem na nią okiem, ale jakoś nie skusiła mnie perspektywa czterogodzinnego seansu, którego połowę stanowić będą nieruchome obrazy. Ostatecznie więc obejrzałem wersję "odchudzoną".

Chciwość jest adaptacją powieści Franka Norrisa pod tytułem McTeague. Tytułowy John McTeague to nieskomplikowany umysłowo mężczyzna w średnim wieku, który praktykuje jako dentysta bez licencji. Pewnego dnia przyjaciel Johna, Marcus, przyprowadza do jego gabinetu swoją narzeczoną Trinę. McTeague wkrótce zakochuje się w niej, a Marcus w przypływie szlachetności "odstępuje" dziewczynę przyjacielowi. Niebawem John i Trina zaręczają się. Na krótko przed ślubem dziewczyna wygrywa na loterii 5 000 dolarów, sumę jak na owe czasy bardzo wysoką. Od tej chwili relacje pomiędzy trójką bohaterów zaczynają się zmieniać. Marcus odczuwa zazdrość o pieniądze, które mogły należeć do niego, gdyby nie zrobił przyjacielowi przysługi. Trina postanawia odłożyć wygraną jako żelazną rezerwę i kategorycznie nie pozwala mężowi z niej korzystać. Zgodnie z jej decyzją małżonkowie prowadzą bardzo oszczędny tryb życia, a pokusa odkładania każdego centa z wolna przeradza się u kobiety w chorobliwą obsesję. Prostolinijny John przez długi czas postępuje zgodnie z życzeniami żony, kiedy jednak wskutek donosu zmuszony jest zamknąć praktykę dentystyczną, zaczyna popadać w przygnębienie i szukać pociechy w butelce. Życie bohaterów stacza się coraz szybciej po równi pochyłej, zmierzając do tragedii.

Chciwość to znakomite studium żądzy pieniądza, która niszczy ludzką duszę. Destrukcja każdej z trzech głównych postaci przebiega w inny sposób. Marcus nie potrafi się pogodzić z utratą bogactwa, które należałoby do niego, gdyby pozostał z Triną. Zawiść niszczy jego relacje z niedawnymi przyjaciółmi. W Trinie niespodziewane wzbogacenie się wyzwala niepohamowane skąpstwo. W swojej "oszczędności" kobieta posuwa się do tego, że kupuje mężowi na obiad mięso, którego rzeźnik "nawet psu by nie podał", a podczas deszczu żałuje mężowi kilku centów na dorożkę. Zazdrośnie strzeżona wygrana staje się jej fetyszem, obiektem niemal erotycznego kultu. John natomiast nie zostaje zniszczony przez pieniądze, które nie budzą w nim silnych emocji, ale przez skąpstwo i obłęd żony. Kiedy w końcu coś w nim pęka, skutki są druzgocące.

Dla powodzenia filmu tak skupionego na psychologii postaci konieczne było dobre aktorstwo. Cała trójka odtwórców głównych ról jest świetna. Gibson Gowland początkowo wydawał mi się za stary do roli McTeague'a, jednak sceny z końcowej części filmu, kiedy John popada w alkoholizm i w końcu daje upust głęboko skrywanym emocjom, są głęboko poruszające. Równie dobrze wypada ZaSu Pitts jako Trina stopniowo przeobrażająca się z pogodnej młodej dziewczyny w obłąkaną jędzę dosłownie śpiącą na pieniądzach. Również Jean Hersholt jako obleśny Marcus zalicza dobry występ.

Jeżeli chodzi o reżyserię, w pamięć zapadła mi szczególnie znakomita scena wesela McTegue'ów. Po zwyczajowej ceremonii i wręczeniu prezentów następuje ukazane bez ogródek obżarstwo gości. Po uczcie weselnej rodzice i przyjaciele opuszczają mieszkanie państwa młodych, pozostawiając ich samym sobie. Trina przeżywa krótkotrwałe załamanie nerwowe i próbuje ukryć się przed mężem, ten jednak stanowczo zanosi ją do łóżka. Von Stroheimowi udało się trafnie (i niepokojąco) ukazać ślub jako początek nowego, odległego od ideału etapu życia. Poza weselem w Chciwości są jeszcze dwie mocno zapadające w pamięć sceny, obie w końcowej części filmu. Nie zdradzając szczegółów powiem tylko, że jedna z nich wyjątkowo kpiąco wykorzystuje symbolikę Bożego Narodzenia (w ogóle czarnego humoru w filmie jest sporo), druga natomiast rozgrywa się w pustynnej Dolinie Śmierci i do dnia dzisiejszego służy za wzór przewrotnych zakończeń.


Chciwość była dziełem życia Ericha von Stroheima. Reżyser nigdy nie pogodził się z tym, że film został tak dramatycznie okrojony. Rzeczywiście cięcia w niektórych momentach są widoczne, skutkując mało płynnymi przejściami pomiędzy poszczególnymi etapami życia bohaterów lub mocno pobieżnym rozwinięciem pewnych wątków. Nawet jednak w tej okrojonej postaci Chciwość jest filmem wciągającym i poruszającym. Stroheim deklarował, że zależy mu na przedstawianiu bohaterów i rzeczywistości bez typowego dla Hollywood lukru. I rzeczywiście jego dzieło pokazuje prawdziwych ludzi i tragedię podobną do tych, które rozgrywają się naprawdę gdzieś obok nas. Jest to stopień realizmu rzadko spotykany u współczesnych mu kinematografów, chociaż podobne podejście zauważyć można u Victora Sjöströma. Dzieło von Stroheima wciągnęło mnie i nie wypuściło ze swych objęć do samego końca. To znakomity film, choć mógłby być jeszcze lepszy, gdyby nie bezlitosne nożyce studia MGM. Przyznaję mu 9 gwiazdek. Zdecydowanie warto.

źródło grafiki - www.imdb.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz